Najniższy udział węgla w polskiej energetyce od 100 lat

Najniższy udział węgla w polskiej energetyce od 100 lat
stephen bowler. flickr cc

W 2017 roku produkcja prądu w polskich elektrowniach była najwyższa w historii, po raz pierwszy przekraczając granicę 170 TWh. Jednocześnie udział węgla spadł do najniższego poziomu od 1918 roku.

Produkcja energii elektrycznej w Polsce w 2017 roku wyniosła 170,1 TWh w stosunku do 166,6 TWh rok wcześniej – wynika z najnowszych danych Agencji Rynku Energii przeanalizowanych przez portal WysokieNapiecie.pl.

Niespełna połowę z tego dostarczyły elektrownie opalane węglem kamiennym, a kolejne 30 proc. węglem brunatnym. Udział odnawialnych źródeł energii przekroczył 14 proc, a elektrociepłowni gazowych osiągnął blisko 6 proc.

REKLAMA

To oznacza najniższy w historii naszego kraju łączny udział węgla  w produkcji prądu. Jeszcze w 2010 roku wynosił on 90 proc., a w 1990 roku aż 98 proc. Co ciekawe zarówno w okresie PRL jak i II Rzeczypospolitej udział węgla był wyższy. W 1922 roku elektrownie węglowe pokrywały 92 proc. krajowego zapotrzebowania, a ich udział do 1939 roku nigdy nie spadł do dzisiejszego poziomu.

Największym przegranym ostatnich lat okazał się węgiel kamienny. W ubiegłym roku odpowiadał za dostarczenie 84 TWh, podczas gdy w 2010 roku były to 92 TWh. W tym czasie wzrosła produkcja z węgla brunatnego (z 49 do 52 TWh), gazu (z 5 do 9 TWh) oraz odnawialnych źródeł energii (z 9 do 24 TWh).

To bezpośrednio przełożyło się także na popyt na węgiel kamienny. W 2017 roku energetyka zawodowa zużyła do produkcji prądu i ciepła 39 mln ton tego paliwa, podczas gdy w 2010 roku potrzebowała jeszcze 43 mln ton, a w 2006 roku aż 45 mln ton.

Zużycie będzie rosnąć

REKLAMA

Większość ekspertów, w tym specjaliści z Polskich Sieci Elektroenergetycznych, przewiduje dalszy wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. Dziś, w przeliczeniu na mieszkańca, zużywamy jej dwa razy mniej niż Austriacy, o połowę mniej niż Niemcy, o niemal jedną trzecią mniej od Czechów i nawet jedną piątą mniej od Chińczyków (którzy wyprzedzili nas w ciągu ostatnich trzech lat).

Największy wzrost zużycia od lat odnotowuje sektor usług – m.in. sklepy wielkopowierzchniowe, biurowce czy serwerownie i wszystko wskazuje na to, że ten trend się utrzyma. Jednak największym odbiorcą w Polsce, podobnie jak na świecie, jest przemysł.

Jak wyliczyli niedawno analitycy koncernu ABB fabryki odpowiadają aż za 43 proc. globalnej konsumpcji elektryczności, a same silniki elektryczne w nich wykorzystywane za 28 proc. popytu na prąd na całym świecie. Kolejnych 19 proc. zużycia przypada na oświetlenie. W obu dziedzinach, jak przekonują eksperci, wciąż tkwi ogromny potencjał oszczędności, który ma wyzwalać coraz bardziej powszechne stosowanie czujników, analizy danych i zdalnego sterowania.

Jednak, jak pokazuje większość prognoz, tzw. czwarta rewolucja przemysłowa przełoży się w Polsce do 2050 roku jedynie na zwolnienie wzrostu zapotrzebowania na elektryczność, a nie odwrócenie tego trendu. Kolejne czynniki, jak m.in. rozwój transportu elektrycznego, będą działać z większą siłą w odwrotnym kierunku.

Jak wynika z analizy przygotowanej przez Cambridge Econometrics na zlecenie Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, która zostanie w całości opublikowana w poniedziałek, do 2031 roku zużycie energii elektrycznej wzrośnie z dzisiejszych 156 TWh do 200 TWh, z czego transport będzie wówczas odpowiadać za 7 TWh.

Jak zatem rząd chce pokryć rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną w Polsce? O tym w dokończeniu analizy na portalu WysokieNapiecie.pl.

Bartłomiej Derski, WysokieNapiecie.pl