Polityk, który nie wierzy naukowcom. Z nim spotkał się w Davos premier Morawiecki

Polityk, który nie wierzy naukowcom. Z nim spotkał się w Davos premier Morawiecki
Fot. KPRM, flickr cc

Premier Mateusz Morawiecki podczas swojego pierwszego oficjalnego spotkania na forum ekonomicznym w Davos spotkał się z amerykańskim sekretarzem ds. energii Rickiem Perry. W Davos z pewnością trudno znaleźć VIP-a, który miałby na koncie bardziej kuriozalne wypowiedzi w kwestii zmian klimatu.

Mateusz Morawiecki miał rozmawiać z przedstawicielem administracji Donalda Trumpa o rozwoju unijnego rynku energii, w tym węgla i gazu. Tematem rozmowy miała być rola poszczególnych źródeł energii w architekturze bezpieczeństwa Europy oraz dywersyfikacja źródeł kluczowych surowców energetycznych. 

Aktualna amerykańska administracja Donalda Trumpa wspiera przede wszystkim energetykę bazującą na paliwach kopalnych i odwróciła się od polityki klimatycznej, czego symbolem jest wycofanie USA z Porozumienia klimatycznego, które zawarto w Paryżu w 2015 roku. Stany Zjednoczone pozostają tym samym jedynym krajem ONZ pozostającym poza paryską umową.

REKLAMA

Twarzą antyklimatycznej polityki Trumpa pozostaje szef federalnego departamentu ds. energii Rick Perry, który swoimi dotychczasowymi wypowiedziami w kwestii klimatu przebija nawet amerykańskiego prezydenta twierdzącego m.in., że globalne ocieplenie zostało wymyślone przez Chińczyków, aby w ten sposób uderzyć w amerykańską gospodarkę.

W połowie ubiegłego roku Rick Perry stwierdził wprost w wywiadzie dla CNBC, że to nie aktywność ludzi i gospodarki jest główną przyczyną ocieplenia klimatu, ale „oceany i środowisko, w którym żyjemy”. Również w ubiegłym roku inny polityk z drużyny Trumpa, szef federalnej agencji środowiskowej EPA Scott Pruitt, stwierdził wprost, że to nie dwutlenek węgla jest głównym powodem wzrostu temperatur.

Kilka lat temu, w roku 2011, Rick Perry mówił natomiast w kontekście nauki o zmianach klimatu, że „jest znacząca liczba naukowców, którzy manipulują danymi, aby otrzymywać miliony dolarów na swoje projekty”.

Były gubernator Teksasu, wcześniej związany biznesowo z sektorem paliw kopalnych, stwierdził wówczas, podczas debaty będącej częścią kampanii mającej wyłonić republikańskiego kandydata na prezydenta USA, że jeśli zostanie prezydentem, jednym z departamentów, który zlikwiduje, będzie właśnie departament energii – którym Perry teraz kieruje.

REKLAMA

Mówiąc o nauce klimatycznej, zapewnił, że „naukowcy jeszcze jej nie dopracowali, a stawianie amerykańskiej gospodarki w niebezpieczeństwie przez teorię naukową, która nie została jeszcze dopracowana, to nonsens”.

Znanego z walki o powstrzymanie emisji CO2 byłego wiceprezydenta USA Ala Gore obecny szef federalnego departamentu energii nazwał przy okazji „fałszywym prorokiem”.

Nawiązując do swojego oporu wobec polityki klimatycznej, Rick Perry przyrównał się wówczas nawet do Galileusza, który był atakowany przez Kościół za głoszenie idei heliocentryzmu sformułowanej wcześniej przez Mikołaja Kopernika.   

Rok później Perry stwierdził, że w Teksasie udało się mocno ograniczyć emisje gazów cieplarnianych. – Tak to się robi, a nie jak mówią niektórzy naukowcy „tak nam się wydaje, co się tam dzieje” – ocenił.

Urzeczywistnieniem poglądów byłego gubernatora Teksasu, po tym jak objął stanowisko federalnego sekretarza ds. energii, jest m.in. zgłoszony przez administrację Trumpa plan subsydiowania energetyki węglowej i jądrowej, mający na celu utrzymanie funkcjonowania m.in. najstarszych i najbardziej trujących amerykańskich elektrowni. Koszt tych subsydiów oszacowano na 10,6 mld dolarów rocznie i miały być płacone koncernom energetycznym za samo składowanie paliwa.

Firmowany przez Ricka Perry plan ratowania energetyki bazującej na paliwach kopalnych póki co odrzuciła na początku tego roku kontrolowana notabene przez Republikanów Federalna Komisja Regulacji Energetyki (FERC), która wskazywała wcześniej, że wdrożenie podobnych pomysłów może „na dekady zablokować inwestycje w nowoczesny system elektroenergetyczny”. 

red. gramwzielone.pl