"Polska nie potrzebuje OZE do zwiększania bezpieczeństwa energetycznego"

"Polska nie potrzebuje OZE do zwiększania bezpieczeństwa energetycznego"
Marcin Korolec / Greenweek, flickr cc

Wiceminister środowiska Marcin Korolec ocenił, że na zbliżającym się szczycie państw UE raczej nie uda się przyjąć wiążących celów w zakresie poprawy efektywności energetycznej i zwiększenia produkcji zielonej energii. Dodał, że Polska nie musi zwiększać produkcji energii z OZE, aby poprawiać swoje bezpieczeństwo energetyczne, ponieważ jest jednym z bardziej niezależnych energetycznie państw w UE. 

Marcin Korolec, który odpowiada z ramienia Polski za negocjowanie unijnego pakietu klimatycznego, w sprawie którego kraje UE mają porozumieć się podczas zaczynającego się w czwartek szczytu szefów państw UE-28, ocenił, że raczej nie uda się przyjąć wiążących celów w zakresie zwiększania efektywności energetycznej i udziału OZE w unijnym miksie energetycznym. 

Pełnomocnik rządu ds. klimatycznych ocenił podczas posiedzenia sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej, że o ile dla wielu krajów UE-28 rozwój OZE i poprawa efektywności energetycznej to najlepsze metody zwiększania niezależności energetycznej, o tyle – jego zdaniem – rozwijanie OZE w Polsce „niekoniecznie prowadzi do niezależności energetycznej, bo Polska dzisiaj jest jednym z najbardziej niezależnych energetycznie – jeżeli nie najbardziej niezależnym energetycznie państwem – w Unii Europejskiej” (cytat za PAP). 

REKLAMA
REKLAMA

Komisja Europejska chce zwiększyć efektywność energetyczną w UE do roku 2030 o 30% w porównaniu do roku 1990. 

Z kolei w zakresie OZE propozycje Brukseli zakładają zwiększenie produkcji zielonej energii do roku 2030 do 27% unijnego miksu energetycznego, przy czym cel ten ma być wiążący tylko na poziomie Wspólnoty, a Komisja Europejska nie chce wyznaczać celów w tym zakresie dla poszczególnych krajów. 

Najwięcej kontrowersji wywołuje natomiast proponowany przez KE cel redukcji emisji CO2 o 40% do roku 2030, którego czołowym oponentem jest Polska. 

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Minister spraw europejskich Rafał Trzaskowski ocenił niedawno, że przyjęcie ambitnego celu redukcji emisji CO2 może przełożyć się na wzrost cen energii w Polsce nawet o 80%. 

Polska gospodarka jest napędzana przez najbardziej emisyjne źródło energii, jakim jest węgiel, wobec czego przyjęcie ograniczeń w zakresie redukcji emisji CO2 może uderzyć w nią najbardziej. 

Nasz rząd postuluje o przyjęcie ulg w postaci darmowych praw do emisji, a w przypadku ich braku w finalnym porozumieniu premier Ewa Kopacz grozi zawetowaniem unijnego pakietu klimatycznego.

Jak podaje PAP, w aktualnym projekcie porozumienia na szczyt są zapisy mówiące o przyznaniu 10% pozwoleń na emisje dla krajów, których PKB nie przekracza 20% średniej unijnej. Dodatkowo kraje, których PKB  nie przekracza 60% średniej UE – do których zalicza się Polska – otrzymałyby do podziału rezerwę uprawnień do emisji CO2 wynoszącą ok. 1-2%. Nawet różnica 1 pkt proc. to w tym przypadku oszczędności rzędu milionów euro rocznie. 

Tymczasem minister spraw europejskich Rafał Trzaskowski ocenił, że aktualny projekt porozumienia na szczyt UE, który zacznie się jutro w Brukseli, nie odzwierciedla polskich postulatów. W tej sytuacji zawetowanie przez Polskę unijnego pakietu klimatycznego staje się realne

gramwzielone.pl