Przynajmniej kilkanaście firm z branży wiatrowej pójdzie do sądu

Przynajmniej kilkanaście firm z branży wiatrowej pójdzie do sądu
Fot. Invenergy

Zagraniczni inwestorzy z sektora wiatrowego, w których uderzyły regulacje wdrożone w 2016 r. przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, będą dochodzić swoich racji przed międzynarodowymi trybunałami arbitrażowymi. Odszkodowania w przypadku rozstrzygnięć niekorzystnych dla polskiego rządu mogą sięgać nawet kilku miliardów złotych.

Podstawą do dochodzenia roszczeń przez zagraniczne firmy, które zainwestowały na polskim rynku wiatrowym, jest międzynarodowy Traktat Karty Energetycznej. Pomóc im mogą również dwustronne umowy o wzajemnym wspieraniu inwestycji, których stroną jest Polska i kraj, z którego pochodzi deweloper.

Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, powołując się na informacje prokuratury, do tej pory złożono kilkanaście notyfikacji o sporach wynikających z przyjętej w 2016 r. ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, która zablokowała rozwój realizowanych wcześniej projektów i mocno podniosła koszty operacyjne istniejących elektrowni, skutkując podniesieniem opodatkowania takich urządzeń – a to wszystko w sytuacji załamania się rynku zielonych certyfikatów i drastycznych spadków ich cen.

REKLAMA

W efekcie, jak wynika z danych Agencji Rynku Energii, które przytacza „Dziennik Gazeta Prawna”, ponad 70 proc. farm wiatrowych w 2016 r. zanotowało straty.

REKLAMA

Ponadto do Ministerstwa Energii miały trafić już pierwsze wezwania na arbitraż – od inwestorów wywodzących się z USA, Niemiec, Izraela, Cypru czy Danii. „DGP” wymienia w tym kontekście firmy Windflower, Sunflower, Vortex czy Wind Space.

Podatek jest tylko jedną z przyczyn, dla których spory arbitrażowe są wszczynane. Nawet jeśli ten problem odpadnie, to pozostanie jeszcze m.in. kwestia porzucenia przez rząd systemu świadectw pochodzenia, braku organizacji aukcji dla farm wiatrowych w nowym systemie, wygasanie pozwoleń na budowę w krótkim czasie. Do tego dochodzi problem nieracjonalnego warunku odległościowego – wylicza cytowany przez „DGP” mecenas dr Karol Lasocki.

Gra toczy się o odszkodowania liczone w setkach milionów złotych. Tylko amerykański deweloper Invenergy poinformował oficjalnie, że będzie walczył o około 700 mln dolarów. W tym przypadku powodem mają być zerwane, wieloletnie umowy na sprzedaż energii zielonych certyfikatów, których stronami były państwowe koncerny energetyczne.

Link do artykułu w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

red. gramwzielone.pl