Amerykanie pracują nad gigantyczną turbiną o mocy 50 MW

Amerykanie pracują nad gigantyczną turbiną o mocy 50 MW
Todd Griffith z Sandia National Laboratories. Fot. Sandia Labs, flickr cc

Celem projektu realizowanego pod auspicjami amerykańskiego Departamentu Energii jest budowa największej na świecie turbiny wiatrowej, której moc wyniesie aż 50 MW. To ponad 6 więcej, niż największe, testowane obecnie turbiny.

W budowie największej na świecie turbiny wiatrowej uczestniczą m.in. amerykańskie uczelnie University of Virginia, University of Illinois, University of Colorado, a także federalny National Renewable Energy Laboratory (NREL).

W projekt są ponadto zaangażowani najwięksi producenci turbin wiatrowych – duński Vestas, amerykański General Electric i niemiecki Siemens.

REKLAMA

Aby zbudować elektrownię wiatrową o mocy 50 MW, jej konstruktorzy muszą zmierzyć się z problemem wytrzymałości ogromnych łopat turbiny, których długość powinna wynieść około 200 metrów. Dla porównania, najdłuższe łopaty, które testuje się w turbinach o mocy 8 MW, mają ok. 80 metrów.

Autorzy projektu gigantycznej turbiny chcą rozwiązać ten problem poprzez zbudowanie łopat, które będą ustawione nie jak budowane obecnie turbiny – frontem do wiatru, ale odwrotnie, co umożliwi ich „zwijanie” w przypadku nadmiernej prędkości wiatru. Jak informuje amerykański Departament Energii, inspiracją dla takiej koncepcji są drzewa palmowe i to jak zachowują się one podczas silnych wiatrów.

Dzięki takiemu mechanizmowi, turbiny o mocy 50 MW mogłyby pracować w regionach narażonych na huragany.

REKLAMA

Takie rozwiązanie ma ponadto znacząco zmniejszyć koszty budowy łopat, które w tradycyjnych turbinach muszą być znacznie bardziej wytrzymałe, a do ich konstrukcji są potrzebne droższe materiały

Nowa turbina miałaby znaleźć zastosowanie głównie w morskich farmach wiatrowych. – USA posiada ogromny potencjał offshore, jednak instalacje na morzu są drogie i potrzebne są większe turbiny, aby produkować energię po niższych kosztach – komentuje Todd Griffith z Sandia National Laboratories, który odpowiada za projekt nowych łopat. – Konwencjonalne łopaty są drogie w produkcji, instalacji i utrzymaniu w przypadku turbin, których moc wyniosłaby 10-15 MW. Musiałyby być sztywne, aby wyeliminować ryzyko awarii. Takie sztywne łopaty byłyby ciężkie, a ich masa byłaby ściśle związana z kosztem – dodaje.

W przeciwieństwie do nich, nowe łopaty, nad którymi pracuje Todd Griffith, można by produkować w segmentach. To zmniejszyłoby koszty produkcji i transportu. 

Fot. Sandia National Laboratories.

gramwzielone.pl